Teoria gier brzmi „akademicko”, a przecież opisuje sytuacje, które znasz: negocjacje o podwyżkę, wspólny projekt, zakupy na wyprzedaży.
Dylemat więźnia: każdemu opłaca się „grać pod siebie”, ale razem kończycie gorzej. Brzmi jak przetargi cenowe dwóch firm albo wyścig mailowych odpowiedzi „na wczoraj”. Lekcja: jeśli relacja jest powtarzalna, opłaca się budować reputację współpracy.
Gra w kurczaka: dwie strony jadą na czołowe; kto pierwszy skręci, „przegrywa”. Wersja biurowa — twardy deadline, którego nikt nie chce przesunąć. Działa wiarygodny sygnał: pokaż, że skręcić nie możesz (publiczna deklaracja, ograniczenie opcji), ale używaj tego oszczędnie, bo łatwo spalić mosty.
Koordynacja: obie decyzje są ok, byle wszyscy wybrali tę samą. Standardy plików, narzędzia w firmie. Pomaga domyślna opcja i proste reguły („jeśli projekt X, to narzędzie Y”).
W praktyce liczą się trzy rzeczy:
Powtarzalność interakcji — im więcej rund, tym większy sens ma współpraca.
Informacja — niepewność rodzi podejrzenia, więc opłaca się mówić, co i kiedy zrobisz.
Kary i nagrody — miękkie, ale widoczne. Kto nagminnie gra nie fair, traci dostęp do wspólnych korzyści.
To nie są sztuczki, tylko sposób myślenia: jaka jest moja strategia, jaka drugiej strony, co zmienia się, gdy dodamy czas i reputację.